Bez celu w stronę Domanic, dzisiejsze MŚ w ITT mnie zmotywowały żeby ruszyć tyłek. Szkoda , że rower nie jest w pełni sprawny ;/ bez klamki trochę lipnie się jeździ.
Krótki i dosyć lekki trening. Jechało się lekko , dosyć szybko i przyjemnie. Wiatr trochę dawał się we znaki, ale nie było tragedii. W tym tygodniu muszę dać czadu, przed wyjazdem na wczasy.
Ostatnie 2 dni dosyć mocne. Dziś z założenia miał być rojazd, ale jakoś lekko mi się jechało i wyszło troszkę inaczej. Cały czas równe tempo. Bez fajerwerków. Trochę nudno, ale trzeba swoje odmurzynić.
Rano wyglądam przez okno, a tam dookoła śnieg. Na szczęście wszystko do południa stopniało i mogłem wyjść na trening. Początkowo umawiałem się z Adamem, jednak on był dziś zajęty, więc nie tracąc więcej czasu pojechałem sam. Źle wybrałem początek trasy, i to właśnie na początku miałem z wiatr w plecy. Jednak dzisiaj nie był on jakoś specjalnie porywisty, więc nawet jak powiało w twarz to nie było tragedii. Podczas jazdy 2 mocne akcenty w postaci interwałów. Pierwszy trwał około 5-6 min drugi znacznie krótszy 2-3 min tętno podczas ćwiczenia ok 185. Jakoś samemu nie chciało mi się szarpać i reszta trasy równo. Po drodze spotkałem Karola, który usiadł mi na chwilę na koło, jednak nie na długo ;D.